Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych. Today at 1:19 PM. Umówmy się. Jeżeli prowadzisz organizację ochrony zwierząt (czyli dz
Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych. 19,434 likes · 205 talking about this. Nigdy bym nie pomyślał, że w tym dziwnym świecie Fundacji i Stowarzyszeń, które za cel postawiły sobie ochronę zwierząt
Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych 3 octombrie 2021 · Z kronikarskiego obowiązku odnotowuję, że w sieci pojawiło się rozliczenie 1% podatku za 2020 dla organizacji ochrony zwierząt.
W ostatnich latach DIOZ znalazł się na celowniku takich facebookowych grup jak Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych czy Prawda o DIOZ. Faktem jest, że działalność przedstawicieli czy prezesa inspektoratu w przeszłości wielokrotnie budziła kontrowersje, głównie za sprawą metod działania.
. zdj. fot. FB/#naratunekStowce Jeżeli pewnego dnia zginie ci pies, którego nie lubisz i który nie ma czipa to problem w zasadzie masz z głowy. Jeżeli jednak ucieknie ci pies, którego kochasz i chcesz to masz poważny problem. Może czekać cię masa kłopotów z wymiarem sprawiedliwości, a może nawet komornikiem. Głównie jednak ze strony organizacji prozwierzęcych. Podobno mamy ich w Polsce około 3 tysiące, w tym około 500 fundacji. Całkowitej liczby nikt nie zna. Nawet miłośnicy teatru mogą sobie wpisać ochronę zwierząt do statutu. Ale podobno tylko połowa z nich rzeczywiście dba o zwierzęta. Do których zalicza się Help Animals z Kalisza? Ostatnio pojawiły się skrajnie podzielone opinie a to z powodu Stówki. Przykłady patologii i agresji właścicieli zaniedbanych i maltretowanych zwierząt budzą powszechne oburzenie. Kiedy widzimy czasem umundurowanych działaczy organizacji deklarujących walkę o prawa zwierząt, podtrzymujących słaniające się z głodu psy, półżywe koty, ranne ptaki lub sarenki po wypadku, którzy zdecydowanie wkraczają do akcji, naturalnie odczuwamy wdzięczność i sympatię. Naturalnie przyjmujemy w podświadomości, że poświęcają swój wolny czas by nieść pomoc. Ale jednak istnieje pewna grupa osób, które uważają, że zwierzęta należy chronić także przed tymi „komandosami”. Ostatnio problem w ostrej formie wystąpił w Kaliszu. Wokół kaliskiego schroniska po zmianie kierownika zapanował spokój. Jak za sprawą czarodziejskiej różdżki pojawiły się nieliczne wprawdzie, ale bardzo konkretne komentarze z przykładami, które mogą budzić nadzieję graniczącą z pewnością, że wszystko idzie tam w dobrym kierunku. Oczywiście potwierdzeniem tego trendu będą statystyki adopcji oraz umieralności zwierząt w połączeniu z raportami powiatowego inspektoratu weterynarii. Natomiast cała uwaga środowiska, dotąd emocjonalnie zaangażowanego w walkę z „patologią, szkodą i krzywdą” w schronisku, skupiła się na Stówce. Stówka to kilkumiesięczna suczka.(...) Popatrzcie na zdjęcie beagla. Śliczna, prawda? Gdyby nie ludzie o dobrych sercach trzymiesięczne psie dziecko biegałoby już za tęczowym mostem. Ta śliczna sunia została znaleziona ok. godziny 23 w jednej z podkaliskich wsi. Zmarznięta i wystraszona siedziała pod drzewem, kiedy znaleźli ją ludzie o wielkim sercu. Po bezskutecznych poszukiwaniach właściciela (także z uwagi na późną porę), zabrali maleństwo do domu. Pies był nie tylko przemarznięty, ale też apatyczny, bardzo osłabiony a w nocy jej stan gwałtownie się pogorszył. Z samego rana pies, w stanie agonalnym znalazł się u lekarza weterynarii. Diagnoza była niczym wyrok śmierci - parwowiroza. Wszyscy wiemy co dla trzymiesięcznego szczeniaka oznacza ta choroba. Personel przychodni podjął walkę o życie zwierzęcia. W międzyczasie udało się namierzyć opiekunów szczeniaka. Z informacji jakie do nas dotarły, że pies nigdy nie był u lekarza weterynarii, oraz o warunkach w jakich żyje sunia, nasza wolontariuszka udała się do rzekomych właścicieli celem przeprowadzenia kontroli warunków bytowych. Nasze zaniepokojonie budziła szczególnie informacja, że pies wielokrotnie uciekał ze stodoły, w której był trzymany. Po przeprowadzonej kontroli oraz rozmowie, podjęto decyzję, że psa należy odebrać w trybie Ustawy o Ochronie Zwierząt art. 7, ust. 3 - zagrożenie zdrowia i życia zwierzęcia. Nasze Stowarzyszenie złożyło także zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Dodatkowo ludzie, którzy ratowali sunię, nie patrząc na koszta z tym związane, mają teraz problemy. Pies obecnie znajduje się pod opieką Stowarzyszenia i jest w trakcie rekonwalescencji. Prosimy o wytłumienie emocji - policja będzie prowadzić sprawę i oceni materiał dowodowy. (...)Ta ostatnia uwaga nie pojawiła się na stronie Stowarzyszenia nez powodu. Ten wpis: (...) Coś na chorą na parwo,czy ozdrowieńca za dobrze wygląda. Dość nieudolny opatrunek na łapce jeśli miałby zabezpieczyć wenflon przed wyciągnięciem.? Celowo generujecie koszty, żeby doprowadzić do niewypłacalności właścicieli i żeby zrzekli się psa na waszą korzyść. A tak między nami, to obowiązkowym szczepieniem u psa jest wścieklizna. Pozostałe są dobrowolnymi i nie można nikogo karać za ich brak. Podobnie jak nadużyciem jest oskarżanie ludzi, którzy tego nie zrobią, że zaniedbuje zwierzę. Jeśli już to szczepienia powinien zrobić hodowca zanim wyda psa. Jak takie straszne warunki były to dlaczego nie zgłosiliście gminie, że w tej „strasznej stodole” i koszmarnych warunkach żyją ludzie i jeszcze kundelek? Przecież tam trzeba pomóc a nie tylko zabrać szczeniaka modnej rasy i ludzi na koszty narażać! Wstyd! Oddajcie psa, bo przez wasze dzikie działania cierpią inne fundacje i stowarzyszenia, do których ludzie tracą zaufanie (...).I od tego momentu zaczęła się ostra konfrontacja, a zaraz potem prawdziwa wojna z udziałem grupy osób występujących pod szyldem „Czarna lista organizacji prozwierzęcych”. Znana jest publikacja liderów tego ruchu, którzy upowszechniają opinię, jak we wstępie i rosnącą liczbę bezdomnych zwierząt zestawiają z rosnącą liczbą organizacji, które cyt. : (...) w większości to mają w d... bezdomność zwierząt. Ograniczaniem bezdomności to zajmuje się ledwie kilka w całym kraju. (…)Kolejne opinie z tego źródła są jeszcze bardziej niepokojące. Pada zarzut, że ostatnie nowelizacje prawa ochrony zwierząt, podejmowane w reakcji na coraz szerzej ujawniane patologie, okazywały się przeciwskuteczne, bo inicjowane były przez lobby zainteresowane zwiększaniem skali zjawiska i wzrostem kosztów gmin. Nowelizacja z 2011 r. wsparła zarabianie na rozmnażaniu psów i kotów na handel oraz ograniczyła nadzór nad schroniskami i losem wyłapywanych zwierząt. Dalej czytamy na stronie „Czarnej listy...”, że kolejna nowelizacja proponuje udział czynnika społecznego w ochronie praw zwierząt i organizacji społecznych w akcji odbierania zwierząt. Ostatnim przykładem i celem ataku stało się Stowarzyszenie Help Animals z Kalisza. Pada sugestia co prawda, ale granicząca z zarzutem kradzieży psa i próbę wyłudzenia od właścicieli pieniędzy za rzekome leczenie i opiekę. Wobec narastającego zainteresowania sprawą Stowarzyszenie Help Animals opublikowało na swojej stronie Oświadczenie:(...) Szczeniaczek Stówka nie został odebrany właścicielom. Piesek, jak wynika z naszych ustaleń, mieszkał w stodole. Właściciele nie wiedzą, kiedy im uciekł poza obręb posesji. Wieczorem zmarzniętego szczeniaka znaleźli okoliczni mieszkańcy. Pies był w bardzo złym stanie zdrowotnym. Stan był na tyle krytyczny, że osoby, które go znalazły, przewiozły go do lecznicy weterynaryjnej. Przez kilka dni trwała walka o jego życie. O fakcie przyjęcia zwierzęcia w tak złym stanie do lecznicy powiadomił nas lekarz jest w tej chwili zabezpieczony przez Stowarzyszenie. W związku z pojawiającymi się w internecie groźbami karalnymi pod naszym adresem nie mogę ujawnić, gdzie szczeniak przebywa. Ma warunki komfortowe. W sprawie gróźb jutro składamy zawiadomienie do fakcie przejęcia psa poinformowaliśmy zgodnie z art. 7 ustawy o ochronie zwierząt wójta Blizanowa, przesyłając wniosek o wydanie decyzji administracyjnej o tymczasowym odebraniu zwierzęcia do czasu prawomocnego orzeczenia prokuratury lub złożyliśmy do Prokuratury Rejonowej w Kaliszu zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez właścicieli psa polegającego na utrzymywaniu zwierzęcia w stanie rażącego zaniedbania i niechlujstwa tj. o czyn z art. 35 ustawy o ochronie więc o dalszym losie STÓWKI zadecydują organy ścigania i nie nam przesądzać o jego dalszym losie. My podjęliśmy czynności niecierpiące zwłoki a do takiego działania zobowiązuje nas statut Stowarzyszenia i zwykła ludzka wrażliwość na krzywdę zwierząt. (...)Na koniec oświadczenia Kaliskie Stowarzyszenie Pomocy Dla Zwierząt Help Animals poinformowało, że wszelkie komentarze obrażające uczestników dyskusji na forum internetowym bądź zawierające znamiona naruszenia art. 212 Kodeksu Karnego będą usuwane. (…)Właściciele Stówki, którzy nawiązali z nami kontakt, twierdzą z przekonaniem, że są ofiarami kradzieży a “oświadczenie” znieważa ich i mija się z prawdą. Żeby dać odpór także lawinie hejtu pod ich adresem, zapewniają, że bezpodstawnym oskarżeniom utworzyli specjalną stronę #naratunekStowce. Tam poddają wiwisekcji zdanie po zdaniu opublikowane oświadczenia Stowarzyszenia. Jednak w końcu doszło do rozmów i próby podpisania porozumienia. Na spotkaniu w komendzie policji psa nie było, ale była propozycja nieokreślonej kwotowo rekompensaty w charakterze zwrotu kosztów intensywnej opieki medycznej itp itd. Oczekiwano również wzajemnie opublikowania przeprosin za wpisy w internecie. Niestety do consensusu nie doszło. Po fiasku rozmów Stowarzyszenie z własnej inicjatywy, wyraźnie zainteresowane pozytywnym rozwiązaniem konfliktu, przygotowało nową wersję porozumienia, gdzie proponowano cyt. (...) usunięcie strony internetowej pomawiającej Stowarzyszenie, wysterylizowanie suczki w terminie wskazanym przez lekarza weterynarii (nie później jednak niż niezwłocznie po pierwszej cieczce), wyrażenie zgody na niezapowiedziane kontrole przedstawicieli Help Animals, trzymanie psa w domu, zaczipowanie suczki, dokonywanie niezbędnych szczepień, wypuszczanie psa na dwór wyłącznie pod osobistym nadzorem (...). I tym razem strony rozeszły się bez rezultatu. W końcu powstała trzecia wersja umowy przekazania Stówki, zdaniem właścicieli, jeszcze bardziej restrykcyjna, co miałoby dowodzić, że Stowarzyszenie w rzeczywistości nie jest zainteresowane ugodą. Nakazała bowiem sterylizację psa do 31 lipca 2019, przekazanie organizacji Help Animal zaświadczenia o dokonaniu zabiegu, dodatkowo zakaz przekazania własności psa na osoby trzecie, czyli sprzedanie lub oddanie, a odmowa wywiązania się z tych nakazów miała skutkować odebraniem psa i „wyrażenia zgody na nieodpłatne przeniesienie własności zwierzęcia na Help Animals. Stowarzyszenie po podpisaniu umowy zobowiązuje się do niezwłocznego oddania psa w obecności weterynarza wskazanego z imienia i nazwiska, po uprzednim zaczipowaniu na koszt właściciela oraz oczywiście „wykasowanie” wszystkich wpisów na FB a dotyczących sprawy...- Te dziwne wymagania ze strony Stowarzyszenia nie mają nic wspólnego z polskim prawem - mówi właścicielka tego czy nie, ale nie ma żadnego nakazu chipowania. Pies w swoim ogródku ma prawo przebywać sam. Nikt nie powinien pisemnie godzić się na jakieś kontrole wykonywane przez grupę prywatnych osób. Sterylizacja powinna być wykonywana po osiągnięciu pewnej dojrzałości przez psa. Całość tych niby porozumień ze strony Stowarzyszenia jest do spełnienia, ale drogą edukacji i zrozumienia. W końcu mają edukację wpisaną w statut...KomentarzMateriał oparty jest wyłącznie na oficjalnych publikacjach obu stron konfliktu. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że cała historia przypomina nieco perypetie, choć odpowiedniejsze tu będzie słowo dramaty Polaków, którym odbiera się dzieci w Niemczech czy Norwegii. Protestujemy!Jednak z drugiej strony, kiedy pojawia się komunikat o skatowaniu kilkuletniego dziecka przez jakiegoś socjopatę, czy widzimy zdjęcia psów wieszanych na drzewach, wyrzucanych z okna samochodu lub maltretowanych przez zwyrodnialców, mamy niejasne odczucie, że coś jest nie tak. Że ktoś musi podjąć działania. Że winne jest prawo. Nasze prawo, nowelizowane i „poprawiane” przez lobbystów, pogłębia ten Środowisko faktycznych, czy rzekomych obrońców zwierząt jest bardzo specyficzne - powiedział nam jeden z urzędników, któremu podlega schronisko w Kaliszu. Współczuję każdemu, kto musiał mieć z nim coś wspólnego. Przepisy odnośnie zwierząt w Polsce stoją na głowie. I tym sposobem dochodzi albo do nieporozumienia, albo do nadużyć lub do bezkarnego znęcania się nad tym przypadku sprawa jest szczególnie skomplikowana. Pies stał się „dowodem rzeczowym w sprawie” i podlega zabezpieczeniu. Prokuratura ma 6 tygodni na wszczęcie lub odmowę dochodzenia. Każda decyzja podlega zaskarżeniu lub odwołaniu. Właściciele psa, jeśli są niewinni, mogą otrzymać psa po roku. I byłoby to mimo wszystko jakieś rozwiązanie, choć sprawa już generuje koszty. Problemem są fanatycy, którzy to dla odrobiny władzy nad innymi są skłonni krzywdzić zwierzęta. Lecz tu nie rozstrzygamy kwestii winy żadnej ze stron, gdyż zakładamy dobrą wolę, bo kłopotem są przepisy. Tylko pechowo o przepisach decydują właśnie ci fanatycy.
czarnalistapro@ Ha ha. Ktoś mi zgłasza stronę do administracji fejsbuka. Że niby pornografia i nie tylko. Dlatego od dziś wszystko będzie podwójnie archiwizowane (tzn. posty- nie komentarze) na Niektórzy straszą mnie sądem- tylko zaczynają od złej strony- pytając o adres do wysyłki pozwu Czat na FB też zawodzi strasznie, dlatego w razie potrzeby czarnalistapro@ skrzynkę będę sprawdzał tak rzadko jak to tylko możliwe.... Pies z szopy (?) UWAGA Konkurs! Wskaż nieprawidłowości w poniższym tekście. Do wygrania możliwość zablokowania dowolnej osoby na tej stronie (siebie również- mnie nie). Odpowiedzi proszę podawać w komentarzach lub na adres email Chełmskiej Straży Ochrony Zwierząt. [chronologia: 1. panie znajdują psa 2. wkładają go do szopy 3. nazywają Mikusiem z szopy 4. użyczają konta od w/w Straży 5. robią zbiórkę 6. po trzech tygodniach wysyłają do hotelu 7. po kolejnych dwóch tyg. pies umiera] cyt: "Pies został znaleziony w ten największy mróz biegał po osiedlu za ludźmi. Ewidentnie wyglądał na zagubionego-jakby kogoś szukał. Z koleżanką nakarmiłyśmy go,on postanowił już od nas nie odchodizć. Najpierw za nami chodził, a potem przed klatką schodową usiadł przy nas i przebierając zmarzniętymi łapkami popiskiwał. Z miejscowych nikt go nie zna. Pies jest płochliwy- nie da sobie założyć obroży, kuli się przy próbie dotyku, tak jakby był bity, potrzebuje czasu zanim pozwala się pogłaskać. Na szybko udało nam się zorganizować dla niego nocleg w szopie na użyczonej posesji. Jest tam ciemno i mimo wszystko zimno (w nocy woda zamarza), ale i tak było to lepsze niż zostawić go na tym mrozie na ulicy. Pies nadal siedzi zamkniety w szopie i może zostać max. pare dni. Na posesji nie ma ludzi- pies jest zupełnie sam. Raz dziennie koleżanka chodzi go karmić. Psiak nie oswoi się w tych warunkach. Wstrzymujemy się kilka dni z oddaniem go do schroniska,gdyż jest całkowicie nieadopcyjnym psem: z wyglądu kundel jakich wiele, a do tego płochliwy i boi się psów. Pewne, że utknie, albo w ogóle nie poradzi sobie w schroniskowej rzeczywistości. Jednak, jeśli przez pare dni nic się nie znajdzie dla psa, będziemy zmuszone dać go do schronu.. Piesek jest owczarkowaty, ale mniejszy, masywnej budowy. Jest łagodny. Wygląda na młodego." Psy i Ludzie Mam tu... organizację, która DT zmienia częściej niż rękawiczki a zwrot znalezionego psa uważa za jakiś kosmos. Inną organizację, która zabiera psa ludziom za domniemane błędy weterynarza- podczas gdy ich wet potrafi zaszyć gazę wewnątrz psa. Firmę transportową, która lepiej traktuje karton papierosów niż przewożonego psa (bo kartonu raczej nie zostawiliby przypiętego do płotu gdzieś w środku Europy) i zwariowaną hotelarkę, która potrafi tak zakochać się w psie, że zwyczajnie nie zwróci go osobom, które go w hotelu umieściły. Aha, i jeszcze "pana mecenasa", aspirującego do miana pro-zwierzęcego, choć żadnym mecenasem on nie jest... Ale o tym w swoim czasie. Zapraszam na zaprzyjaźnionego bloga. Kubeł zimnej wody na serduszkowe głowy. Głos rozsądku w świecie wszechobecnych "potrzeb serca". Schronisko Białogard / Schronisko Dyminy [Gwoli wstępu: Romulus/Borys przebył tysiąc kilometrów, dzięki pewnej pani i ludziom dobrej woli jest w domu, Kajtek/Pershing będzie mieszkał osiedle obok, nowi opiekunowie i organizacja nie czują się w obowiązku zwrócić go] Kluczem do naprawy środowiska prozwierzęcego są schroniska. Dzielą się one na dobre, złe i od pewnego czasu- absurdalne. Poniżej o Białogardzie i Dyminach. Tak, wiem. Są gorsze. Są te molochy prowadzone przez domorosłych biznesmenów, zarzekających się, że wychowali się wśród zwierząt, psy od zawsze im towarzyszyły, do bierzmowania prowadziła ich koza, dlatego postanowili zgarniać gruby hajs prowadząc różne mordownie. Ale są też schroniska absurdu. Starsi ludzie zgubili psa, Borysa, w miejscowości Ząbkowice Śląskie (woj. dolnośląskie). Znaleziono go w Białogardzie (pomorskie, 500 km. dalej). Tylko "geniusz" mógł wymyślić, że wywożenie psów na (dosłownie) drugi koniec Polski ma sens. Strach pomyśleć co jeszcze wymyśli Pan Harłacz z Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami Animals (bardzo myląca nazwa, bo z TOZem ani Animalsami nie ma on nic wspólnego). Może podkładanie bezdomnych psów na miejsce tych padłych, co by statystyki nie wyglądały już tak... zabójczo? W Kielcach za to granice absurdu przekroczono już dawno. Stowarzyszenie Arka Nadziei pod przywództwem Pana Wojciecha Moskwa prowadzi Schronisko dla zwierząt w Dyminach, choć zasadniczo to oni się zajmują bezdomnymi... ale ludźmi. W pierwszym roku działalności udało im się zwiększyć śmiertelność psów o 3% i zgubić dwa psy więcej. Mimo tego, kolejny rok prowadzą schronisko. Ludzie donoszą, że nadal gubią psy, jednego nawet wpuścili pod samochód. A teraz krótka chronologia Kajtka. 11 grudnia starsi ludzie gubią psa, tego samego dnia znajduje go małoletnia fanka Boba Marleya. 13 grudnia wstawia informację na swojego fejsa, jedna osoba nawet udostępnia jej wpis, 6 polubiło fakt, że znalazła zdrowego i zadbanego psa. 15 grudnia pies trafia do schroniska. 3 stycznia córka właścicieli udaje się do schroniska, pokazuje zdjęcia, dostaje informację, że takiego psa u nich nie ma. Schronisko nawet udostępnia zgubę "na swoim fejsie", z czego wybitnie dumna później jest kierowniczka ów przybytku. No bo, jest na fejsie, więc każdy człowiek w Polsce o tym wie. 4 stycznia (!) pies zostaje wyadoptowany ze schroniska do wspomnianej wcześniej małolaty. I jeszcze 10 stycznia na olx-ie pojawia się ogłoszenie, że ten pies szuka domu, jakby za mało było pomyłek w tej historii. Stowarzyszenie nabiera wody w usta, nie ma sobie niczego do zarzucenia. Właściciel źle opisał swojego psa a zdjęcia były ciemne i niewyraźne (czy były, można ocenić poniżej). [Gwoli zakończenia: Romulus/Borys przebył tysiąc kilometrów, dzięki pewnej pani i ludziom dobrej woli jest w domu, Kajtek/Pershing będzie mieszkał osiedle obok, nowi opiekunowie i organizacja nie czują się w obowiązku zwrócić go] Owczarek Kora vs Pogotowie dla Zwierząt Owczarek Kora to preludium bokserki Diany. Poniższy film (6 minut- warto zobaczyć) to preludium szerszego opisu, tylko przez dokumenty się nie mogę przebić... Szajka Spokojnie. Nam psów nie ukradną. Ale psa naszych krewnych, sąsiadów bądź znajomych już mogą. Ta pierwsza zleci zabranie psa temu trzeciemu i pokieruje całą operacją. Ten z kolei zaczeka na odpowiedni moment i zabierze go siłą. Ci w trzecim rzędzie stworzą alternatywną rzeczywistość, że pies oczywiście był źle traktowany, że zasadniczo to oni uratowali tego psa, i będą przeciągać sprawę jego zwrotu, ignorować kolejne niekorzystne dla nich decyzje administracyjne/sądowe. Ukryją psa u tej drugiej lub tej ostatniej. Gdy zapytacie o psa, ten dziwnej czapce nazwie was baranami klaszcząc ochoczo. A na tą rudą to ogólnie uważajcie, bo jak znajdzie psa to wywiezie cholera wie gdzie. Schronisko Dyminy / Kielce / Niestety... Jak jeszcze raz przeczytam gdzieś: "sprawdziliśmy, pies niestety ma chipa", "niestety odnalazł się właściciel", "piesek niestety ma dom" to niestety ale zacznę publikować wasze zdjęcia profilowe z odpowiednim podpisem. Do wiadomości Stowarzyszenia Arka Nadziei z Kielc i Pana Wojciecha Moskwa oraz Schroniska w Dyminach: proszę zwrócić Kajtka właścicielom, ostatni raz proszę. SOS Bokserom / Amor SOS Bokserom, najbardziej znienawidzona organizacja pro w Polsce, uprowadziła tego psa... Pani Roma Czyż & Mondo Cane [przerywnik taki, dygresja zwyczajna, ostatnie ostrzeżenie] Znów się myliłem. Wydawało mi się, że Organizacje Ochrony Zwierząt działają dzięki darczyńcom, zatem szeroko pojęta "opinia" jest dla nich ważna. Nic bardziej mylnego. Póki hajs się zgadza- to opinia jest nieistotna. Blokować krytykujących- bo to hejterzy. Zbierać na własnego psa, bo się go nie dopilnowało i został postrzelony. Próbować ukraść innego psa, robiąc nie wiadomo co z właścicielki- oskarżyć ją o kradzież własnego psa. I to wszystko jest normalne dla Fundacji Mondo Cane. No bo... hajs się zgadza. Krótka historia. Pewna Pani znajduje u jakiegoś wieśniaka psa na skraju śmierci. Wieśniakowi wmawia, że zabierze go do uśpienia. Zamiast tego "ratuje go". Ów Pani świetnie robi zbiórki na fejsbkuku. 6 tys. zebrała. W jej mieście jest 5 weterynarzy, ale ona wybrała 3 innych. Każdy po 100km w innym kierunku od tego miasta. Odlicza sobie koszty za paliwo (270pln), za proszek do prania, w bonusie ma klatkę XL (180pln) kupioną dla psa 5/11kg. Pies oczywiście umiera, Pani znajduje sobie wroga w Fundacji, która użyczyła jej konta do zbiórki. Ta z kolei (po zgłoszeniu jej na Czarną Listę) deklaruje rezygnację z kosztów księgowych i przekazanie całości środków na wskazanego psa/psy. Pani zamyka się we własnej wyobraźni. I tutaj pojawia się Mondo Cane ze swoim numerem konta. Zapytałbym na co zbierają, skoro pies nie żyje a ze zbiórki został ponad tysiąc złotych, ale zostałem zablokowany. Mondo Cane. Ogarnijcie się. Nie wolno kraść psów. Nie wypada zbierać pieniędzy na psy, które nie żyją. Nie jest dobrze chwalić się znajomością z najbardziej znienawidzoną postacią prozwierzęcego świata Grzegorzem B. No i te wpisy... Ps: Pani KŚŁ! "Dziękujemy" jeszcze raz za pomoc w uwolnieniu bokserki Diany! Trzeba było od razu powiedzieć, że nie może Pani, bo jest częścią szajki SOS Bokserom-Pogotowie Dla Zwierząt-Mondo Cane Krakowska Fundacja Rottka Witamy na liście. Krakowska Fundacja Rottka (nie mylić z Pomorską Fundacją Rottka) Za mrożące krew w żyłach opisy działalności Krakowskiej Rottki na blogu Czarnego Psa? Nie. Za wyłudzenie/kradzież 4 psów? Poniekąd, ale nie. Za wykorzystanie Pani Elżbiety Chromińskiej, podobnież znanego działacza pewnego schroniska, do lewych adopcji? Nie. Za wirtualne uśmiercenie psa, byle przekręt nie wyszedł na jaw? Nie. Za stworzenie sieci kłamstw i manipulacji? E. Za odmowę jakichkolwiek wyjaśnień dot. uprowadzonych psów? E. Za ukrywanie się za prawniczą kotarą i zmową milczenia? Nie. Na Czarną Listę trafiacie, za to, że zadałem jedno pytanie na waszej stronie a wy mnie zablokowaliście. "Czy ta suczka, Jota, nadal jest u Was?". Rozumiem, że żyjąc w świecie psychotropów i schizofrenicznych wizji czasem ciężko znaleźć odpowiedź na tak proste pytanie. Cóż, trzeba było się skonsultować z kimś normalnym. Zresztą, poczytajcie sami: Organizacje Ochrony Zwierząt działają dzięki wsparciu ludzi dobrej woli, ludzi z ogromnym sercem dla zwierząt. To smutne, że czasem dają się nabrać i finansują coś zupełnie innego. Linki powyżej powinny to wyjaśnić. Numer 2. na Czarnej Liście Organizacji Prozwierzęcych: Krakowska Fundacja Rottka razem z Panią Prezes Agnieszką Pawlicką. Prosimy o zwrot psów, w posiadanie których weszliście bezprawnie i zmianę zajęcia. Ponoć w nieruchomościach nieźle wam idzie, w piłce nożnej nieco gorzej... [jeżeli w powyższym jest jakaś nieścisłość/błąd proszę o info] SOS Bokserom Gratulujemy! Wielu dobija się drzwiami i oknami na listę, ale ci zasługują na pierwszeństwo. SOS Bokserom. Ktoś nie słyszał o bokserce Dianie? Wątpię, sprawa obiegła zwierzolubny Internet 19 razy. Dianie zamieniono wygodną kanapę i kumpla-kota na budę w jakiejś Wiosce Psów. Wytrzymała 3 miesiące "troskliwej opieki" Pani Prezes Fundacji Germain Chekerjian. W tej samej historii na jaw wyszła sprawa boksera Amora- od blisko roku jego właściciele walczą o powrót psa do domu. Znaleziono też 6 psów będących "pod opieką" Fundacji w Hotelu "Pod Bokserem" w Jajkowicach, w stanie skrajnego wyczerpania, zagłodzenia. W internecie opisywano je jako "w klinice" lub "w DT". I kilka, kilka innych spraw. Sprawa podzieliła prozwierzęcy świat. Poplecznicy SOS Bokserom twierdzili: niech rozstrzygnie to sąd; ten pies miał brudne uszy; nagonka, hejt, plucie jadem (w odniesieniu do zapytań o stan zdrowia Diany oraz konstruktywną krytykę). Ludzie posiadający pewne zasoby zdrowego rozsądku ripostowali: to nie jest powód do odbierania właścicielowi psa po 13 latach, działacie bezprawnie, zwróćcie psa, lub wprost: to co robicie to skur*****two. Wypowiedział się wójt Michałowic, burmistrz Kartuz, Samorządowe Kolegium Odwoławcze oraz sąd. Wszyscy przeciwko SOS Bokserom. Ten ostatni będzie miał jeszcze kilka okazji, bo sprawa cywilna oraz karna są w toku. Diana za TM, stan zdrowia jego właściciela bardzo się pogorszył. Los Amora nieznany- jego właściciele będą pewnie kolejny rok zwiedzać sądy różnych instancji. Psy uwolnione z Jajkowic powoli wracają do zdrowia, co jak na razie jest jedynym plusem całej sprawy. Pozostaje zadać sobie na kilka pytań. Czy Fundacja Ochrony może działać na niekorzyść zwierząt i przy okazji ludzi? Czy może działać bezprawnie? Czy nie powinni już założenia być uposażeni w jakieś zasoby empatii? Czy 1700 osób podpisanych pod petycją o uwolnienie Diany i blisko 1000 o likwidację Fundacji to za mało? Ile psów, które "uratowali" miało swoich właścicieli, których w najgorszym wypadku, wystarczyło pouczyć? Czy wyroki sądów zablokują im kolejne uprowadzenie psa? Ciężko ocenić. Na chwilę obecną tylko opinia publiczna może rozliczyć w/w działania. Gratulujemy miejsca na Czarnej Liście Organizacji Prozwierzęcych Fundacji SOS Bokserom wraz z jej całym zarządem, na czele którego stoi Pani Prezes Germain Chekerjian. Bez pozdrowień, bez poważania, odejdźcie w zapomnienie, bo jedyna rola na jaką zasługujecie, to bycie przestrogą dla innych chcących "ratować" w podobny sposób. Ps: dla mnie, jako kogoś, kto chwilę temu nie miał pojęcia jak to wszystko działa, zwyczajnie smutnym jest, że nawet w obliczu tylu dokumentów i faktów, niektórzy ślepo bronią działań ów Fundacji. Ale o tym w swoim czasie. VI Przykazań Zadzwonił do mnie przedstawiciel jednej z największych organizacji prozwierzęcych w Polsce i powiedział: "o nie! boimy się Czarnej listy! Obserwujemy ją każdego dnia ale spać nie możemy przez myśl, że i my znajdziemy się na niej! Co mamy robić aby tak się nie stało?". Zatem na specjalne zamówienie. 12 przykazań organizacji ochrony zwierząt. Obowiązuje od dziś. Przykazania 1-6 poniżej, 7-12 wywnioskujcie sami, najwyższy czas użyć logiki, empatii i nie tylko... Dla większości oczywiste- dla niektórych szokujące. Dla większości przydatne- dla niektórych jest już za późno na dobre rady... 1. Nie wolno krzywdzić zwierząt. Zwierzęta mają uczucia. Zwierzęta potrafią tęsknić. Jeżeli zwierz spędził X lat na kanapie swojego człowieka- ten go nie bił, nie dręczył; jeżeli zwierz ma dom, pełną miskę i ciepły kąt- nic wam do tego. Jeżeli spróbujecie zamienić jego byt na jakiś hotelik czy inną wioskę psów- traficie na czarną listę. NAWET jeżeli zwierz miał trochę brudne uszy... 2. Nie wolno uprowadzać zwierząt. To nie jest łup a wy nie jesteście w jakiejś dziwnej grze komputerowej, gdzie zbiera się itemy. Jeżeli znaleźliście psa- poszukajcie właściciela, nie wywoźcie go 100km dalej, nie szukajcie mu innego domu ani najbardziej ukrytych chorób. Nawet te dramatyczne, absurdalne apele na fejsbukowych wydarzeniach możecie sobie darować. Jeżeli natomiast pies ma DT i jest w nim szczęśliwy z mocną perspektywą DS, nie musicie go wywozić do Wrocławia na żadną sesję zdjęciową ani niczego zmieniać. Ktoś mądry powiedział: "zwierze jest najważniejsze" w odniesieniu do działań organizacji prozwierzęcych- tego się trzymajcie. 3. Zminimalizujcie te cholerne, fundacyjne wojenki. Tzn. kłóćcie się na fejsbuku, telefonicznie, nawet pobić się możecie. Za to nie może na tym ucierpieć żadne zwierze. Nie możecie podstawiać słupa do lewej adopcji, choćby słup ten był wieloletnim działaczem "Na Paluchu" i choćby pies był pięknym dogiem niemieckim. Inaczej traficie na czarną listę. 4. Nie wolno kłamać. Tak wiem, białe kłamstwo, przemilczenie, więcej pieniondzów dla innych zwierzów. Jasne, ale czy nie bierzecie pod uwagę, że po tysięcznym udostępnieniu, właściciel psa, opisywany jako alkoholik-dręczyciel, również zobaczy wpis? A może uważacie 100tys. waszych fanów na fejsbuku za debili, którzy nie odróżnią skaleczenia od nowotworu? Kłamać też trzeba umieć... 5. Nie wolno łamać prawa. Nawet jeżeli pomaga wam w tym super prawnik, jeszcze bardziej super biegły sądowy i najbardziej super weterynarz, nie możecie działać poza prawem, bo koniec końców ktoś się wkurzy a wy będziecie biegać z wyrokami i spieprzoną opinią do końca swych dni. Polskie prawo jest dziurawe, jest złe i dziwne. Cóż, sami je tworzyliście. Jeżeli nie można uratować jakiegoś istnienia zgodnie z prawem- macie przyzwolenie opinii społecznej na jego nagięcie, ale wtedy musicie mieć zamontowane kamery w kołnierzach, zrobić tysiąc zdjęć a nie 3, nagrać wideo na 5 kamer i udowodnić wszem i wobec, że było to niezbędne. W innym wypadku dostaniecie status przestępcy a to wiadomo... kończy się na czarnej liście. 6. Fejsbuk. Jeżeli pytanie zadaje wam 1 osoba- macie pełne prawo ją zignorować, w końcu ratujecie zwierzęta a nie "klepiecie w klawiaturę" czy jak tam obecnie nazywa się wyrażanie swojej opinii lub konstruktywna krytyka. Ale jeżeli to samo pytanie zadaje już 10 osób, rozważcie odpowiedź. Jeżeli tych osób będzie 100- macie ostatnią szansę- i w tym momencie lepiej zrobić z tego "oświadczenie". Gdy pytających jest 1000- po was, możecie powiedzieć, że to hejt, plucie jadem, lincz, nagonka itp- ale w gruncie rzeczy jest to ogromna grupa ludzi, która neguje wasze działania, a skoro wy jesteście "OPP" a oni są to drugie "P", to chyba czas rozważyć zmianę zajęcia. Aha, jeszcze jedno. Człowiek X zadaje pytanie, wy go blokujecie. Jaki to ma sens? Jak naiwnym trzeba być, żeby myśleć, że ten człowiek zapewne uznał "zablokowali mnie, hm, widocznie nie miałem racji"? Pod rozwagę. Bez pozdrowień. Pan B. Ten Pan, obecnie znany jako Pan B., od dawna próbował się dostać na czarną listę. W weryfikacji pomógł mu jednak dopiero sąd... Gwoli wstępu... Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Dwa miesiące wstecz myślałem, że organizacje/fundacje/stowarzyszenia ochrony zwierząt działają, żeby te zwierzęta chronić- pomagać im. A później dowiedziałem się o SOS Bokserom, która wykorzystując swoje kontakty, pieniądze, prawnika i doświadczenie nie chce oddać starszemu człowiekowi psa- bo nie. Bo wykreowali sobie alternatywną rzeczywistość wokół całej sytuacji, a że kraść potrafią to trzymali psa przez 3 miesiące w jakiejś Wiosce Psów. Aż umarł. W międzyczasie Mondo Cane znalazło Maltańczyka. Wywieźli go 100km, właścicielkę publicznie zlinczowali, bo przecież pies jej uciekł a to jest karane śmiercią i rozpoczęli zbiórkę na jego (absolutnie zbędne) leczenie. Później czytałem o fundacji Rottka, która ponoć uprowadziła 4 psy Pomorskiej Fundacji Rottka (tak, serio, są dwie Rottki i jedna drugiej ukradła psy). Jeszcze były wpisy Pań z Mondo Cane, cyt. z pamięci: "my i tylko my zdecydujemy czy oddać ci psa!", "przydałby się pies bez łapy, i tak żeby krew było widać, wtedy lepiej płacą". I jeszcze z dwie historie, które wkrótce doczekają się publikacji. Kończąc. Ja wierzę, że mnóstwo tych organizacji działa tylko i wyłączeni na korzyść zwierząt, że nie wyłudzają pieniędzy, że posiadają empatię również wobec ludzi ale to środowisko wymaga oczyszczenia. Niech się podzieli na dwie części a ta która popiera w/w działania niech, poprzez sprzeciw zwierzolubów całego kraju, zniknie.
Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Dwa miesiące wstecz myślałem, że organizacje/fundacje/stowarzyszenia ochrony zwierząt działają, żeby te zwierzęta chronić- pomagać im. A później dowiedziałem się o SOS Bokserom, która wykorzystując swoje kontakty, pieniądze, prawnika i doświadczenie nie chce oddać starszemu człowiekowi psa- bo nie. Bo wykreowali sobie alternatywną rzeczywistość wokół całej sytuacji, a że kraść potrafią to trzymali psa przez 3 miesiące w jakiejś Wiosce Psów. Aż umarł. W międzyczasie Mondo Cane znalazło Maltańczyka. Wywieźli go 100km, właścicielkę publicznie zlinczowali, bo przecież pies jej uciekł a to jest karane śmiercią i rozpoczęli zbiórkę na jego (absolutnie zbędne) leczenie. Później czytałem o fundacji Rottka, która ponoć uprowadziła 4 psy Pomorskiej Fundacji Rottka (tak, serio, są dwie Rottki i jedna drugiej ukradła psy). Jeszcze były wpisy Pań z Mondo Cane, cyt. z pamięci: "my i tylko my zdecydujemy czy oddać ci psa!", "przydałby się pies bez łapy, i tak żeby krew było widać, wtedy lepiej płacą". I jeszcze z dwie historie, które wkrótce doczekają się publikacji. Kończąc. Ja wierzę, że mnóstwo tych organizacji działa tylko i wyłączeni na korzyść zwierząt, że nie wyłudzają pieniędzy, że posiadają empatię również wobec ludzi ale to środowisko wymaga oczyszczenia. Niech się podzieli na dwie części a ta która popiera w/w działania niech, poprzez sprzeciw zwierzolubów całego kraju, zniknie.
Dużo mówi się ostatnio o ochronie zwierząt. Wieloletni lobbing organizacji pro-zwierzęcych zrobił swoje, i stajemy się coraz bardziej wyczuleni na krzywdę braci mniejszych. Ochrona słabszych istot, i ludzi i zwierząt, jest naszym obowiązkiem. Jednak jak zwykle w takich przypadkach mają miejsce ogromne wypaczenia i nieprawidłowości. Długo zastanawiałem się czy publikować ten artykuł. Przyzwyczajony jestem do pisania o prawdzie, która bywa rozczarowująca, która może boleć. Jednak chęć podzielenia się tym z Tobą przeważyła. Powstało wiele organizacji pomagających zwierzętom, organizujących adopcje czy domy tymczasowe. Często są one prowadzone przez pasjonatów, którzy zajmują się tym od lat. Takie organizacje można a nawet trzeba wspierać. I nie mam tu na myśli tylko udostępniania ich apeli, ale także wsparcie finansowe. Jednak odkąd fundacje pro-zwierzęce dostają wsparcie od instytucji państwa od każdego przechowywanego psa, mają miejsce przerażające i bardzo smutne patologie. Powstało bowiem mnóstwo pseudo-fundacji, które wręcz krwiożerczo żerują na ludzkim współczuciu i przy okazji na zrozpaczonych właścicielach zwierząt, które na przykład się zgubiły lub uciekły spłoszone petardami. Fundacje te są nastawione na czysty zysk, a właściciel zgubionego i odnalezionego przez taką fundację psa przechodzi istny horror. Te fundacje prowadzone są często przez żądnych zysku biznesmenów, a nierzadko przez mafiozów. Poniżej wymienię kilka sztuczek i tricków prawnych jakie stosują te pseudo-fundacje. Praktyki pseudo-fundacji rzekomo chroniących praw zwierząt a tak naprawdę żądnych zysku: Pseudo-fundacje stosują różne tricki, by pozyskać dla siebie towar, czyli psy i koty. Bo one traktują to jak towar, z którego mają potem zysk. Np kradną psy sprzed sklepów, które właściciel przywiązał do drzewa, by coś kupić i zaraz potem wziąć psa z powrotem. Pseudo-fundacje płacą menelom lub dresiarzom by kradły te psy i im dostarczały. Później w rejestrze wpisują, że pies się zgubił lub został „porzucony” przez właściciela. Pseudo-fundacje dostają dofinansowanie za przechowywanie psa, a właściciel musi im płacić „znaleźne”. Robią więc właścicielowi wszelkie trudności. Przeciągają procedury jak najdłużej by mieć jak największe dofinansowanie. Często fundacje te, wobec opornych i stawiających się właścicieli stosują pogróżki i robią z nich publicznie okrutników; Częste są sytuacje, gdy taka pseudo-fundacja czepia się zwykłych, kochających psy ludzi że mają złe warunki. Po czym wchodzą razem z kimś przekupionym z lokalnego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami do domu. I w trybie administracyjnym odbierają psa. Równie częste jest bardzo prymitywne, ale jednocześnie bardzo skuteczne naciągactwo. Taka pseudo-fundacja bierze jakieś losowe zdjęcie skatowanego psa, np w 2011 roku w Grecji. Zamieszcza to foto na swoim profilu, ogłasza w szokującym tonie, że mają tego psa u siebie i uratowali go. Proszą potem o masowe udostępnianie tego zdjęcia i oczywiście proszą też o datki finansowe na jego „leczenie”. I to właśnie takie posty miewają czasem po kilkadziesiąt tysięcy udostępnień. Pseudo-fundacje nie inwestują w sterylizację i kastrację zwierząt, nie obchodzi ich propagowanie poprawiania warunków życia psów czy uświadamiania ludzi na wsiach. Robią tylko szum, często wręcz same rozmnażają psy i koty, by mieć jak największy zysk. Mój znajomy sam będący miłośnikiem ekologii i zwierząt, mówił mi, że „zwierzoluby” bywają sążniście popierdoleni. Wiadomo że w każdej ideologii, partii, organizacji czy inicjatywie są się fanatycy. Np właściciel zostawił latem na 10 minut psa przed sklepem, bo była kolejka. A ktoś zrobił z tego ogromną aferę, a z właściciela zrobił zwyrodnialca na cały internet. Kochasz zwierzęta, ale nienawidzisz ludzi…? To, co przedstawiłem w punkcie szóstym, to trochę szerszy temat.. Wielu wegetarian i tych skupionych na ratowaniu zwierząt np ze schronisk, to skryci mizantropi. Kochają oni zwierzęta, ale jednocześnie nienawidzą ludzi. Wypowiadają się o ludziach z nienawiścią, zajadliwością, niesłychaną pogardą. Bywa że popierają eugenikę i tym podobne pomysły. Sam znam na żywo taką osobę, która choć ma serce zimne jak lód – wiecznie wkleja na swojego facebooka apele o ratowanie zwierząt. Ma to głębsze uzasadnienie. Zwierzaka (psa, kota) jest łatwo kochać, bo gdy on się do nas przywiąże, to kocha bezwarunkowo. Trudniej kochać, lubić czy choćby akceptować drugiego człowieka. Człowieka, który tak samo jak my, bywa sterowany przez ego, przez swój niepokorny umysł, człowieka który ma wady, swoje przyzwyczajenia, ograniczenia, lęki, traumy. Dużo łatwiej przejść na wegetarianizm i powklejać na profil apele o adopcje zwierząt ze schroniska, i jednocześnie nienawidzić całej ludzkości. To bardzo uspokaja ego i pierze sumienie. Więcej o tym zjawisku pisałem w artykule poniżej: –Czy wegetarianizm uczyni Cię bardziej „ludzkim” i uduchowionym?! Niekoniecznie.. Ratowanie zwierząt a zdrowy rozsądek Widziałem kiedyś takiego chamskiego mema o treści: „zaufaj swojemu mózgowi, Twoje serce jest głupie jak chuj”. Jest w tym trochę racji, no nie powiem.. Żerowanie na naiwnej, głupiutkiej empatii jest dziś znakiem naszych czasów. Powinniśmy mieć zarówno empatie, jak i rozum. Powinniśmy wiedzieć, kiedy okazać serce, a kiedy użyć pięści czy wręcz miecza. Życie, świat czy tam ten enigmatyczny „Bóg – Architekt”, wymaga od nas ciągłego łączenia różnych przeciwieństw. Empatia bez rozumu, czyli taki naiwny, głupiutki „poryw serca”, bo w telewizji „coś mówili”, jest jednym z problemow ludzkiej natury. Stajemy się bardziej empatyczni i cywilizowani, ale wciąż nie mamy dostatecznie rozwiniętego pierwiastka rozumu i pierwiastka siły. Często porywamy się „na hurra” na ratowanie dzieci z Syrii czy na pomaganie zwierzętom, nie mając wiedzy z dziedziny geopolityki czy nie wiedząc które fundacje są uczciwe, a które nie. I to wykorzystują cyniczni gracze geopolityczni realizujący wielomiliardowe interesy na wojnach, czy inne „wilki w owczych skórach”, takie jak omawiane w tym artykule. Uczciwe fundacje cierpią na tym najbardziej i to one pilnie wymagają naszego wsparcia Bardzo ważne jest to, by nie gniewać się na wszystkie fundacje i nie oskarżać wszystkich, że kradną ludziom psy i że w głowie mają tylko zysk. A wręcz przeciwnie. To te etyczne i uczciwe fundacje zaczynają cierpieć na tym okrutnym procederze. Chciałbym byś znał drugą stronę medalu, czyli wciąż funkcjonujące zezwolenie na złe traktowanie zwierząt. Jeszcze wiele zostało do zrobienia na tym polu. Wypaczenia i nieprawidłowości pojawiają się w każdym pozytywnym, zmieniającym świat ruchu obywatelskim. Blog „Czarna lista organizacji prozwierzęcych” szeroko rozpisuje się na ten temat. Jeśli masz wątpliwości czy dana fundacja jest etyczna czy nie, skorzystaj z linków poniżej: –Czarna lista organizacji prozwierzęcych na Facebooku –Czarna lista organizacji zwierzęcych na BlogSpot (strona internetowa) Dużym błędem byłoby postrzeganie całego ruchu prozwierzęcego przez pryzmat tych patologii. I dużym błędem byłoby zaprzestanie wspierania i dofinansowywania uczciwych fundacji. Autor: Jarek Kefir © Moja strona jest niezależna od wielkich koncernów, od ideologii i od polityków. Utrzymuję ją z reklam i z Waszych dobrowolnych darowizn. Dzięki temu mogę docierać z demaskacjami i z ukrywaną wiedzą do setek tysięcy ludzi, wpływając na zwiększanie świadomości. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wesprzyj moje publikacje, jak je lubisz i jeśli wnoszą do Twojego życia coś cennego. Byt niezależnych mediów jest teraz trudny i od Waszej dobrej woli zależy ich istnienie: Na konto bankowe: Dla: Jarosław Adam Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282 Tytułem: Darowizna Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane: Kod BIC (Swift): BPKOPLPW IBAN: PL16102047950000910201396282 Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek:
czarna lista organizacji prozwierzęcych